Wolność i odpowiedzialność

– Każdy z nas jest odpowiedzialny za Kościół, który jest naszą wspólnotą. I w tym Kościele, w relacjach między nami, jest nasza droga do zbawienia. A jeśli chcielibyśmy lepszego Kościoła, to właśnie możemy go budować, zaczynając od budowania swojej relacji z Bogiem i życia według Jego wskazówek zawartych w Dekalogu i w Kazaniu na Górze… Polecamy rozważanie autorstwa Doroty Sadurskiej pt. Wolność i odpowiedzialność – z cyklu “MMS – Miniatury o Miłości i Słowie”.


“Jezus przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości” (Mt 10,1). Następnie polecił im iść i głosić: „Bliskie już jest królestwo niebieskie” (Mt 10,7). I do nas Chrystus woła, byśmy szli i głosili bliskość Jego Królestwa, bliskość Jego samego, bliskość Boga w naszych sercach i w sercach naszych braci i sióstr. Byśmy przyjęli dar Królestwa Bożego do naszych serc i nieśli ten dar innym.

“Boże mój, jak dobry jesteś! Jak bogaty w miłosierdzie byłeś dla mnie! O, gdybyś komu innemu udzielił tych łask, którymi mnie obdarzyłeś, na pewno lepiej by się odwzajemnił” (cyt. za: aplikacja Claret Contigo 08.07.2020 r.). Tak pisał św. bp Antoni Maria Claret (1807-1870). Niezwykły święty. Uznawał siebie za „osła objuczonego skarbami”. Jak niezwykle koresponduje to z wezwaniem św. ks. Alojzego Orione (1872-1940) skierowanym do swych duchowych synów, by byli Bożymi tragarzami. Św. Antoni Maria Claret uważał siebie za nosiciela bogactwa, które nie należało do niego i że dary te powinny przynosić owoce. Jego pracowitość była niezwyczajna, podobnie jak św. ks. Alojzego Orione. Obaj byli w pełni oddani Chrystusowi. Życie św. bp. Antoniego Marii Clareta wypełnione było głoszeniem niezliczonej ilości kazań, rekolekcji, misji, a także kierownictwem duchowym i posługą sakramentalną. Zostawił po sobie ponad 120 dzieł literackich o charakterze edukacyjno-duszpasterskim. Był, jakby to zapewne powiedział Ojciec Orione, „harownikiem Bożym”.

W czasie swojego życia święty biskup Claret widział szczególną rolę jaką mają do odegrania świeccy w świecie. Jak pisał: „w tych ostatnich czasach wydaje się, że Bóg chce, aby świeccy mieli bardzo wielki udział w zbawianiu dusz” (cyt. za: aplikacja Claret Contigo 07.07.2020 r.). I czy tak nie jest, zwłaszcza w obecnym czasie? I w niczym nie umniejsza to roli osób duchownych – jesteśmy bowiem potrzebni sobie nawzajem.

Zobacz więcej —> o aplikacji Claret Contigo

Ale i do nas skierowane są słowa z przywołanej na wstępie Ewangelii. Abyśmy tam gdzie jesteśmy nieśli zalążki Bożego Królestwa, byśmy budowali Boże Królestwo w nas samych i pośród nas, w środowiskach w których przebywamy – w domu, w małżeństwie i rodzicielstwie, w rodzinie, w pracy, wśród znajomych i przyjaciół, jadąc środkami komunikacji publicznej czy w sklepie, w którym robimy zakupy, a także w naszych parafiach, których jesteśmy częścią. Bóg usprawiedliwia nas bez nas, bo bez naszych zasług, ale pragnie byśmy odpowiedzieli Mu miłością na miłość, a ta objawia się we wcielaniu Jego słów w życie. I nie, nie jesteśmy marionetkami wypełniającymi jakiś z góry oznaczony plan, tylko współtworzymy rzeczywistość i jesteśmy za to dzieło współodpowiedzialni. Właśnie na tym polega wolność, którą otrzymaliśmy od Boga. Bóg kładzie przed nami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo, i pragnie byśmy wybierali życie, i to życie nieśli innym. A życie jest w miłości, takiej o jakiej mówi Pan Jezus na kartach Ewangelii, a mówił nie tyle słowami co całym swoim życiem, śmiercią i zmartwychwstaniem.

Możemy głosić Chrystusa, każdy stosownie do swoich obowiązków, w życiu świeckim, w życiu świeckim konsekrowanym czy w życiu osoby duchownej – zależnie od stanu. Może zwłaszcza w obecnym czasie, gdy nasza ojczyzna rozdzierana jest przez spory, mamy szczególny obowiązek do budowania jedności między nami, do budowania mostów porozumienia. Nie rezygnując przy tym z bycia Dzieckiem Bożym, z życia według Ewangelii, ale wręcz przeciwnie bo rozwijając to życie. Pan Jezus w swoim życiu nie rezygnował ze swojej tożsamości, z jedności z Ojcem, z życia według wskazań jakie dał Jego Ojciec, wprost przeciwnie. I nam nie wolno z niej rezygnować. Natomiast Pan Jezus wiedząc kim jest – że jest Synem Bożym – wychodził do tych, którzy odłączyli się od Jego Ojca, by przyprowadzić ich z powrotem do Bożego Serca. Bo choć Bóg jest zawsze blisko nas, to my nie zawsze jesteśmy blisko Niego.

Każdy z nas jest odpowiedzialny za Kościół, który jest naszą wspólnotą. I w tym Kościele, w relacjach między nami, jest nasza droga do zbawienia. A jeśli chcielibyśmy lepszego Kościoła, to właśnie możemy go budować, zaczynając od budowania swojej relacji z Bogiem i życia według Jego wskazówek zawartych w Dekalogu i w Kazaniu na Górze (Mt 5-7) pozwalając przy tym, by dzięki Bożej łasce te wskazówki nie były czymś zewnętrznym, ale by były wypisane w naszych sercach. A Bóg, zgodnie ze słowami Pana Jezusa, nie odmówi nam swego Ducha, jeśli będziemy Go o Niego prosić. Z kolei tego jak kochać uczymy się będąc w relacjach, w konkretnych sytuacjach życiowych. Bo to w relacjach kształtowane są nasze serca i objawia się prawda o nas samych. Wszak wiara jest procesem, kształtowanie naszego życia jest procesem, nie wszystko i nie od razu osiągniemy, jednak możemy iść właśnie tą wąską, ale jakże pełną uroku, drogą. Wybór należy do każdego z nas i jest to osobisty wybór, wybór za który ponosimy odpowiedzialność. I łatwo jest porzucić Kościół, bo coś nam  nie pasuje, ale dokąd jest ta droga? Czy miłość nie przejawia się w tym, że trwamy przy tym, kogo kochamy, nawet jeśli coś nam się nie podoba? I że gdy pojawia się jakiś problem to zamiast zrywać relacje czy się obruszać, nie jest lepiej próbować wspólnie ten problem rozwiązać? I czy nie jest też tak, że i w nas samych innym, w tym naszym bliskim, nie wszystko się podoba? A Bóg wszakże nie porzuca nas, bo coś w naszym życiu jest nie takie. Tylko trwa w nas i z nami, i cierpliwie przywołuje nas, pragnąc przyciągnąć nas więzami swojej miłości. Bo nie może zaprzeć się siebie samego. Łatwo jest porzucić Kościół. Łatwo jest krytykować Kościół. Łatwo jest koncentrować się na brakach i niedostatkach. Trudniej jest trwać i budować Kościół. A widząc braki, próbować im zaradzić i koncentrować się na tym co jest w nim piękne i szlachetne. A wiele jest w nim piękna i dobra. To Kościół, wbrew niektórym opiniom, jest nośnikiem wolności i bogactwa różnorodności. I w Kościele możemy odnaleźć sakramenty święte – widzialne znaki niewidzialnej łaski Boga. Analogicznie dzieje się w odniesieniu do nas samych – łatwiej jest skupić się na tym co złe i słabe w nas – trudniej widząc to koncentrować się na tym co dobre i piękne, i dzielić się tym co otrzymaliśmy jako dar, jednocześnie pracując nad tym co słabe. Trudniej też jest stanąć w prawdzie przed sobą samym, niż trwać w iluzji, że wszystkiemu winne są okoliczności zewnętrzne.

Przez swój Krzyż Bóg położył most między Nim, który jest Miłością, a nami. Krzyż jest wąską bramą, bo nie każdy kto mówi do Boga: „Panie, Panie!” przejdzie przez nią. Słowa Pana Jezusa, że „nie każdy, który mówi Mi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 7,21), są przestrogą skierowaną do każdego z nas osobiście, przestrogą wypowiedzianą z miłością, bo Jemu zależy na nas, na każdym z nas. A jednocześnie jest to wskazanie, że to wypełnienie woli Boga Ojca, która objawiona została przez Chrystusa, jest drogowskazem prowadzącym do Bożego Królestwa. I wydaje się, że warto przy tym pamiętać, że „miłosierdzie odnosi triumf nad sądem” (Jk 2,13). Czy nie warto więc, aby w naszych sercach rozlewało się miłosierdzie do siebie samych i do naszych bliźnich? I czy jak Bóg uczynił most łączący z Nim, tak czy nie warto byśmy chcieli przechodzić przez ten most, przez wąską bramę, i budowali Boże Królestwo? I czy nie jest to niesamowite i piękne w Bogu, że łączy w sobie miłosierdzie z byciem mądrze wymagającym w stosunku do nas? Bóg traktuje nas na serio. A jak my traktujemy siebie i powierzoną nam przez Niego misję i odpowiedzialność za dane nam życie?

Dorota Sadurska


Autorka jest prawnikiem i ekonomistą, pracuje w instytucji finansowej; jej pasją jest szukanie Boga, pisanie poezji i zamyśleń nad Słowem Bożym, chodzenie po górach i śpiew.

Fot. Pixabay.com

Zobacz na Misericors więcej tekstów i wierszy autorstwa Doroty Sadurskiej z cyklu “MMS – Miniatury o Miłości i Słowie”